Przemyślenia na temat literatury kucharskiej

Pierwszy w tej serii tekst chciałbym poświęcić nakreśleniu kontekstu dla całości i najlepiej zacząć od nazwy serii. H+ to symbol, którym posługują się zwolennicy ideologii transhumanizmu. Tego złego transhumaniuzmu, który wszystkim kojarzy się jak najgorzej z niezrozumiałych dla mnie (i często też – dla nich) względów. Istnieje spora szansa, że z tą ideologią spotkaliście się tylko raz, przy okazji „Jak Produkować Sery” Roberta Kowalskiego i nie było to spotkanie, które pozwala wyciągać pozytywne wnioski.

A transhumanizm to nic innego, tylko ideologia zakładająca przekraczanie granic narzuconych nam przez naturę. To rozwój tego, czym jesteśmy (na płaszczyźnie biologicznej, ale także mentalnej czy społecznej) z wykorzystaniem nie tylko naturalnych rozwiązań.

Można powiedzieć, że „transczłowiek” jest tym, co znajduje się pomiędzy człowiekiem i „postczłowiekiem”. To określenie kojarzy nam się oczywiście jeszcze gorzej – z nierównościami społecznymi, systemami totalitarnymi, i biegunowym przyciąganiem. Ale w naszym kontekście postczłowiek to po prostu istota, która w pewnym momencie (w sposób naturalny, lub – co bardziej prawdopodobne – nienaturalny) pojawi się na Ziemi (czy w innym rejonie naszego zamieszkania) i będzie gatunkowo następcą homo sapiens. Czy różnica między obecnymi, a przyszłymi „nami” będzie porównywalna do różnicy między homo erectus, a sapiens, czy raczej między szympansem, a człowiekiem – tego nie jesteśmy w stanie ocenić. Czy taka strona będzie czysto biologiczna, czy naturalnym elementem jej organizmu będą np. nanoroboty? Czy będzie w ogóle posiadała namacalne ciało?

Tym się nie zajmujmy. Wróćmy do tego, jak nas – obecnych ludzi – wynieść poza nasze naturalne ograniczenia. Jak udoskonalić dzisiejszego człowieka i ułatwić technologią jego życie. I jak stawić czoła zagrożeniom, które się z tym wiążą.

Tym właśnie zajmuje się transhumanizm. Mało tego – to nie jest przyszłość, bo robimy to już od dawna. I o tym właśnie chciałbym opowiedzieć i ja. Z mojego, czysto subiektywnego punktu widzenia.

Oczywiście nie mam prawa nazywać się transhumanistą czy futurystą – jestem po prostu biernym obserwatorem rozwoju, ale jestem też jego wielkim entuzjastą. Kibicuję technologii i samodoskonaleniu rodzaju ludzkiego na każdej płaszczyźnie. Uważam, że powinniśmy mieć w sobie chociaż tyle odwagi, by o pewnych sprawach dyskutować, zamiast z góry zakładać, że są „niezgodne z naturą”. Bo stwierdzenie „kto niby dał nam prawo wypowiadania się za naturę?” równie dobrze można rozumieć jako „nie mamy prawa mówić, co jest naturalne, a co nie – dlaczego więc równamy w dół?”.

W następnej części podzielę się moimi przemyśleniami na temat tej właśnie „naturalnej granicy”. Bo uważam nawet nie tyle, że rozwój i przekraczanie granic biologii jest naszym prawem. Uważam, że jest naszym obowiązkiem.